Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Дерсу Узала / Dersu Uzala / デルス・ウザーラ / Dersu Uzała


First impressions of V. K. Arseniev (with chapter 2 the book "Through the Ussuri Land" - "The Meeting With Dersu") in three languages. The historical pictures.





Меня заинтересовал этот человек. Что-то в нем было особенное, оригинальное. Говорил он просто, тихо, держал себя скромно, не заискивающе. Мы разговорились. Он долго рассказывал мне про свою жизнь, и чем больше он говорил, тем становился симпатичнее. Я видел перед собой первобытного охотника, который всю свою жизнь прожил в тайге и чужд был тех пороков, которые вместе с собой несет городская цивилизация. Из его слов я узнал, что средства к жизни он добывал ружьем и потом выменивал предметы своей охоты на табак, свинец и порох и что винтовка ему досталась в наследие от отца. Потом он рассказал мне, что ему теперь пятьдесят три года, что у него никогда не было дома, он вечно жил под открытым небом и только зимой устраивал себе временную юрту из корья или бересты. Первые проблески его детских воспоминаний были: река, шалаш, огонь, отец, мать и сестренка.

- Все давно помирай, - закончил он свой рассказ и задумался. Он помолчал немного и продолжал снова: - У меня раньше тоже жена была, сын и девчонка. Оспа все люди кончай. Теперь моя один остался...

Лицо его стало грустным от переживаемых воспоминаний. Я пробовал было его утешить, но что были мои утешения для этого одинокого человека, у которого смерть отняла семью, это единственное утешение в старости? Он ничего мне не отвечал и только еще более поник головой. Хотелось мне как-нибудь выразить ему свое сочувствие, что-нибудь для него сделать, и я не знал, что именно. Наконец я надумал: я предложил ему обменять его старое ружье на новое, но он отказался, сказав, что берданка ему дорога как память об отце, что он к ней привык и что она бьет очень хорошо. Он потянулся к дереву, взял свое ружье и стал гладить рукой по ложу.

Uzala & Arseniev
This man interested me. Something in him was special, original. He spoke simply, quietly, holding himself modestly, not ingratiatingly. We talked together. He told me many things about his life, and the more that he told me, the more sympathetic I became. I saw before me a primitive hunter, who his whole life had traveled in the taiga and who was free from those vices that the civilization of towns brings. From his words I knew that he obtained his funds to live with his gun and then exchanged the objects of his hunt for tobacco, lead, and powder. And that he had obtained his rifle as a legacy from his father. Then he told me that he was now fifty-three years old, that he had never had a house, that he always lived under the open sky and only in winter put up a temporary shelter of brush or birch bark. The first glimmerings of his childhood memories were: a river, a crude hut and a fire, a father, mother, and little sister.

"Everybody die long ago," he finished his tale and was lost in thought. He was silent for awhile and then continued again: "Earlier I also had a wife, a son and daughter. Smallpox finish all these people. Now me alone remain…"

His face became sad from the recollection of his sufferings. I tried to comfort him, but what was my consolation to his lonely man, from whom death took his family, his sole consolation in old age? He made no answer to me and only hung his head even more. I wanted somehow to express my sympathy to him, to do something for him, but didn’t know exactly what to do. Finally I thought of something: I offered to him to exchange his old gun for a new one. But he refused, saying that the berdanka was dear to him because of the memory of his father, that he was used to it and that it shoots very well. He reached over to the tree, took up his gun and began to stroke on the stock with his hand.
Zainteresował mnie ten człowiek. Było w nim coś szczególnego, oryginalnego. Mówił po prostu, cicho, zachowywał się skromnie, bez przypodchlebiania się. Rozgadaliśmy się. Gość opowiadał mi długo o swoim życiu i im więcej mówił, tym bardziej wydawał mi się sympatyczny. Miałem przed sobą pierwotnego myśliwego, który całe życie spędził w tajdze. Ze słów jego dowiedziałem się, że środki do życia zdobywa przy pomocy strzelby, którą odziedziczył po ojcu; zdobycze z polowania wymienia u Chińczyków na tytoń, proch i ołów. Opowiedział mi potem, że ma teraz pięćdziesiąt trzy lata, że nigdy nie miał domu, żył zawsze pod gołym niebem i tylko zimą budował sobie tymczasową jurtę z dębnika albo kory brzozowej. Pierwsze przebłyski jego dziecinnych wspomnień - to rzeka, szałas, ogień, ojciec, matka, siostrzyczka.

- Wszyscy dawno umrzeć - zakończył swoje opowiadanie i zamyślił się. Po chwili dodał: - Dawniej miał też żona, syn i dziewczynka. Ospa wszystkich ludzi kończy. Teraz moja zostać sam...


Twarz jego posmutniała pod wpływem przeżywanych wspomnień. Próbowałem go pocieszać, lecz jakież znaczenie mogły mieć moje słowa dla tego samotnego człowieka, któremu śmierć zabrała rodzinę, tę jedyną pociechę na stare lata. Nic mi nie odpowiedział i tylko jeszcze niżej opuścił głowę. Chciałem mu jakoś wyrazić swoje współczucie, coś dla niego zrobić, nie wiedziałem jednak co. Wymyśliłem wreszcie: zaproponowałem, że zamienię jego starą strzelbę na nową, odmówił jednak, powiadając, że berdanka jest mu droga ze względu na pamięć ojca, że przyzwyczaił się do niej i że strzela bardzo dobrze.